Śnię o podróżach


Kiedy zamykam senne oczy, czy kiedy medytuję zawsze, no może przeważnie, kroczę, idę, zmierzam do celu podróżując. Jednak kiedy rano otwieram drzwi i wchodzę w świeże powietrze tracę cel. Kiedy budzę się i czuję ten tępy ból stawów, lekko zwapniałe ścięgna nawet nie chce mi się szukać kompasu w życiu mym. Dzień za dniem, z godziny na godzinę coraz częściej bez wiary w marzenia, tak świeże, tak niedawne. „Będzie co musi być.” Będzie to co mi zapisane we właściwym miejscu i czasie bo ponoć nic nie dzieje się bez przyczyny i wszystko ma sens, choć my nie zawsze go pojmujemy. Trochę melancholijnie?… Coraz szybciej się męczę. Zatem kiedy śnię o podróżach jest mi dobrze. Kiedy docieram do szczytu, gdzieś w górach ponad chmurami jest mi cudownie. Niby jest lepiej, ale gdzieś indziej we mnie jest inaczej. Modlitwa i medytacja dają mi niesamowicie dużo, ten spokój, ten dystans, to zrozumienie, to przeżywanie wiary. Czuję wówczas radość miłości, całą dostępną mi moc pozytywnej energii. Przestaję się spieszyć…

Jeszcze w zimę 2010 mogłem i w górach łaziłem, choć już pierwsze ostrzeżenia moje ciałko wysyłało. Poniżej ja. Wiało nie słabo, ba momentami bardziej niż porywisto. Już wówczas miałem problemy z oddychaniem i to nie z powodu wiaterku.

Burzowe chmury spowijają zielone szczyty gór,
Cichy wiatr szeptu koron tuż przed ciszą deszczu,
Kocie mruczenie dostojnej burzy kojące odległe serca,
Podróżny trakt wiodący do bezpiecznej bramy
Rodzinnych stron, pełnej rzeźbionych wspomnień minionych czasów,
Tak spokojnych przy powolnym ogniu kominka.
Trzask drewnianych polan, trawionych ognistą duszą domu,
Szum kropli na dachówkach spływających wokół ognia,
Dostojeństwo spokojnego zaufania ścian i kojącego dotyku fotela,
Udręczone dusze dalekich podróżników pełne nieopowiedzianych historii,
Stęsknione kolebki swych dusz u podnóża gór życia,
W wieczornych zaciszach swych domów ukojenie znajdują,
Jak spokojna woda w kamiennej misie przy furcie domostwa.
Choć jedna kropla deszczu zmącić jej spokój może,
To cud rześkości powietrza przesiąkniętego aromatem burzy,
Wpływającego za próg jak powolny strumień mglistego wodospadu,
Opływający podróżne nogi, tobołek i laskę,
Tęsknotę sumienia przygód litościwie skrywając,
Uśmiech ścian wokół zgromadzonych odczuwać delikatnie daje,
Gdy historie z krain zasłonecznych jak melodia koją wszystkim
Ciekawość o podróżnych wędrówkach za horyzont kamiennych mis.

Napisane w IV kwartale 2003 roku przy fragmencie muzyki i filmuPrzyczajony tygrys, ukryty smok”

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Blog na WordPress.com. Autor motywu: Anders Noren.

Up ↑

%d blogerów lubi to: